Skip navigationMuzyka bosko.pl - strona główna
bosko.pl

strefa tekstu

2010-07-12 10:05:47

Emil Regis

Zbaw mnie ode mnie samego relacja z koncertu Heada, byłego gitarzysty grupy Korn

Nazwisko Brian Welch wciąż niewiele mówi polskim fanom ciężkiej muzyki. Nieco bardziej rozpoznawalny może być jego pseudonim – „Head”. Zaś jeśli doda się jeszcze, iż „to ten były gitarzysta Korna”, większości powinna już kojarzyć w którym kościele biją dzwony. Właśnie „ten” Brian „Head” Welch pojawił się w warszawskiej Progresji 20 czerwca z okazji (nieco spóźnionej) europejskiej trasy koncertowej promującej jego pierwszą solowa płytę „Save Me from Myself”.

Wytatuowany bez mała wszędzie Head, wyszedł na sceniczne deski około 21 i przez następną godzinę z małym okładem władał niepodzielnie całym klubem. Atmosferę – trzeba przyznać, że skutecznie – przed główną gwiazdą rozgrzewał wrocławski KnoW. Tego wieczoru do Progresji zawitało stosunkowo niewiele osób (jeśli porównać tę ilość z audytorium, które pojawia się na występach Korna), około 300. Przyczynić mógł się do tego również równoległy symfoniczny koncert Serja Tankiana, wokalisty System of a Down, który odbył się w amfiteatrze Parku Sowińskiego. Zgromadzona publika dała jednak solidny popis swoich możliwości i zamanifestowała aprobatę dla twórczości byłego gitarzysty „piątki z Bakersfield”.

Dość krótki występ zespołu Heada naszpikowany był najsilniejszymi pozycjami z wydanej w 2008 roku płyty „Save Me From Myself”: „Re-bel”, „Save Me From Myself”, „Flush”, „Money”, „Die Religion Die” i oczywiście „Adonai” na bis. Pojawiło się też kilka utworów z nadchodzącej, jeszcze nie zatytułowanej, drugiej płyty artysty, np. „Bury Me” i „Torment”. Solowe popisy dali perkusista Dan Johnson i gitarzyści Scott von Heldt i Ralph Patlan, a także sam Brian Welch.

Head jest nie tylko świetnym gitarzystą (znalazł się na 26 miejscu rankingu 100 najlepszych heavymetalowych gitarzystów wszech czasów), ale też bardzo dobrym frontmanem. Umiejętnie dyrygował tłumem i atmosferą koncertu, imponując jednocześnie swoją szczerością i prostotą słów. Żadnego mędrkowania, żadnych „świadectw” – po prostu koncert dla ludzi, którzy wiedzieli na czyj występ przychodzą. Wraz z rozpoczęciem solowej kariery Brian rozpoczął swoją przygodę z muzyką jako wokalista i to właśnie na swoich strunach głosowych bardziej skupiał się podczas koncertu w Warszawie, niż na drutach w gitarze. Trzeba przyznać, że z funkcją wokalisty radzi sobie wcale nieźle, choć jednocześnie oddajmy sprawiedliwość faktom: nu-metalowe wrzaski i melorecytacje wyjątkowo wybitnych umiejętności też nie wymagają.



 1  2   następna»

Dodaj komentarz»
komentarzy: 3
Nawrócenie (2) - 19 lipca 2010 21:47:12

Warto chyba wspomnieć czemu się nawrócił. To nie jest nagminne, że metalowiec-ateista (lub więcej - ... »

wilchester

Dodaj komentarz



Bosko.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii
zamieszczanych na stronie

2006-2007 © bosko.pl